- FACTA NAUTICA: Statki i okręty (I)
- FACTA NAUTICA: Statki i okręty (II)
-
Kapitan ż.w. Robert Zahorski
Felietony i wspomnienia
-
Andrzej Patro
Archiwum Marynistyczne
- Herbaciarnia przy Filtrowej 83 w Warszawie w latach 1940-1944
-
Plac Zawiszy Czarnego
w Warszawie
-
Art. malarz Kazimierz Poczmański
Rozmowa z roku 1958
-
Wojtek T. Pyszkowski - marynarz i lotnik
Felietony i wspomnienia
-
Wojciech M. Wachniewski
Felietony marynistyczne -
Osiedle Artystów Plastyków
w Warszawie
- ZACHĘTA - Grupa twórcza
- ZACHĘTA - manifest grupy twórczej artystów plastyków1
- Vibeke Maersk
- Władysław Hasior
- Kat i ofiara. Maja Anna Mierzejewska
UZALEŻNIENIE OFIARY OD KATA
Maja Anna Mierzejewska
Psycholog kliniczny
Myślę, że większość z nas na jakimś etapie życie zetknęła się z takim przypadkiem, pośrednio lub bezpośrednio, dlatego warto zwrócić uwagę na relacje. Czasem oczy otwierają się powoli, a czasem następuje to gwałtownie, kiedy narcyz posunie się za daleko w swoich działaniach i ofiara przytomnieje. Oby nie za późno...
Uzależnienie ofiary od kata, czyli tak zwany syndrom sztokholmski, jest zjawiskiem psychologicznym, polegającym na rozwinięciu pozytywnych uczuć wobec partnera, który znęca się emocjonalnie, fizycznie lub seksualnie. To zjawisko powstaje, kiedy ofiara przemocy domowej lub emocjonalnej zaczyna sympatyzować ze swoim oprawcą, usprawiedliwiając jego zachowania i tworząc z nim głęboką, choć toksyczną więź. W przypadku związków, forma syndromu jest szczególnie trudna do zidentyfikowania i zrozumienia, ze względu na subtelność i prywatność relacji międzyludzkich.
W tym kontekście, syndrom sztokholmski może wynikać z długotrwałej ekspozycji na przemoc, manipulację lub kontrolę, co prowadzi do rozwoju współzależności emocjonalnej między ofiarą a oprawcą. Ofiara może zacząć wierzyć, że jej dobrostan zależy od sprawcy, minimalizować przemoc i odczuwać wobec niego pozytywne uczucia, pomimo jasnych dowodów na szkodliwość takiej relacji.
Syndrom sztokholmski może przybrać szczególnie subtelne i złożone formy w kontekście małżeńskim. Małżeństwo, które opiera się, a przynajmniej opierać się powinno na zaufaniu, miłości i wzajemnym wsparciu, staje się paradoksalnie miejscem, gdzie syndrom sztokholmski może rozwijać się powoli i niezauważenie. Ofiary toksycznych związków małżeńskich mogą z czasem zacząć usprawiedliwiać agresywne lub manipulacyjne zachowania swojego partnera, postrzegając je jako akty miłości lub troski, a nawet winiąc siebie za negatywne działania partnera. Mistrzami takich manipulacji są alkoholicy, obwiniający swoich partnerów o to, że piją.
W takich relacjach dynamiczna gra między nadużyciem a okazywaniem życzliwości sprawia, że ofiara może czuć się zobowiązana do pozostania w związku, wierząc, że partner w głębi serca ją kocha i że sytuacja może się poprawić. Taka nadzieja na zmianę, często wspierana przez sporadyczne chwile szczęścia i życzliwości, utrzymuje ofiarę w szeregu nadużyć, utrudniając podjęcie decyzji o odejściu.
Toksyczne relacje w związkach mają na ogół to do siebie, że ofiara przemocy po prostu nie ma dokąd odejść. Po latach wspólnego życia ze swoim prześladowcą najczęściej spaliła wszystkie mosty, odrzuciła pomoc, kiedy ta była jeszcze możliwa i została sama ze swoim problemem. Ludzie mają wspólne gospodarstwo, czasem wspólną pracę, wspólne mieszkanie, wspólne rachunki, wspólne dzieci i trzeba mieć dużo szczęścia, jeśli ma się możliwość zostawienia tego wszystkiego wraz z toksycznym partnerem i rozpoczęcia nowego życia. Zwłaszcza z dziećmi. Smutna prawda jest taka, że większość ofiar takiego szczęścia nie ma i jest zmuszona do kontynuacji chorej relacji bez przyszłości.