- 5 kwietnia 2021 roku minęła 75 rocznica pamiętnego wydarzenia w dziejach Marynarki Wojennej -j



Przekazanie polsce 23 okrętów wojennych przez ZSRR









ORP ORLIK, trałowiec redowy, jeden z dwudziestu trzech okrętów przekazanych Polsce przez ZSRR 5 kwietnia 1946 r.



31 marca 1946 roku wszedł do Gdyni duży zespół radzieckich okrętów wojennych, należących do Bałtyckiej Floty Czerwonej. Tydzień później, w sobotę 5 kwietnia, w pierwszą rocznicę wyzwolenia Oksywia, większość tych jednostek podniosła biało-czerwoną banderę. A było ich aż 23, w tym 9 trałowców redowych projektu 253Ł, 12 małych ścigaczy okrętów podwodnych projektu MO-D-3 i 2 kutry torpedowe projektu D-3. Trałowce redowe otrzymały nazwy: ALBATROS, CZAPLA, JASKÓŁKA, JASTRZĄB, KANIA, KROGULEC, KONDOR, KORMORAN i ORLIK. Ścigacze okrętów podwodnych nazwano: BEZWZGLĘDNY, BŁYSKAWICZNY, BYSTRY, DZIARSKI, DZIELNY, KARNY, NIEDOŚCIGŁY, NIEUCHWYTNY, ODWAŻNY, SPRAWNY, SZYBKI oraz ŚMIAŁY. Oznaczenia alfanumeryczne Tp Nr1 i Tp Nr 2 otrzymały kutry torpedowe.



Bardzo emocjonalne refleksje po oksywskich uroczystościach zawdzięczamy jej uczestnikowi, kontradmirałowi Józefowi Unrugowi. Poniżej przytaczam w całości jego tekst, jaki opublikował w tygodniku "Żołnierz Polski" (nr 28/1946).


"Ten, kto w dniu 5 kwietnia był na Oksywiu w porcie Marynarki Wojennej, kto widział opuszczenie bohaterskiej bandery Marynarki Wojennej ZSRR i podniesienie bandery Rzeczypospolitej na przekazywanych nam jednostkach bojowych, a następnie wymarsz z okrętów marynarzy radzieckich, wykonujących rozkaz swojego rządu z całą bezwzględnością morskiego żołnierza i twardego pracownika morza - czy zastanowił się nad tym, że wykonali ten rozkaz ludzie morza, którzy byli zżyci ze swoimi okrętami, którzy umiłowali je ponad wszystko? Tak, ludzie ci kochali swoje okręty, to znaczy wszelką pracę na nich i każdą ich właściwość, posłuch sterowi, szybkość dodatkowego pojedynczego obrotu śruby okrętowej, każdą nadliczbową salwę dział lub wyrzutni torpedowych, melodię motorów i harmonię mechanizmów pomocniczych, śpiew prądnicy, kaprys każdego zaworu lub wentyla, nieskazitelność linii obwodów, doprowadzoną do doskonałości rozumem i wolą człowieka, aby zwalczać opory wody i wiatru."


Ale rozkaz dla tych ludzi był rozkazem. Ani twarze ich, ani postawa nie zdradziły widzowi przeżywanych uczuć. Tylko dobrze wysmagany wiarem marynarz wiedział, że nic poza wspaniale wszczepioną dyscypliną nie jest w stanie wydobyć takiego efektu, że ludzie ci z najgłębszym wzruszeniem pozostawiają swoje okręty innym marynarzom, którzy nie wiadomo czy potrafią tak jak oni, te jednostki pokochać ..."


"Marynarz głęboko przeżywa zatopienie swego okrętu. Tu nie było, co prawda, mowy o zatopieniu, ale było oddawanie w obce, dla większości załóg radzieckich nieznane ręce ... Tłumaczono im zapewne w świetlicach ten moment historyczny, decyzję ich Najwyższej Rady. Rozumem zgłębili, ale serce nie kamień."


"I to, że okręty te były opuszczone z tak wytwornym stoicyzmem, z tak uroczystą powagą, z taką zimną krwią, z takim wewnętrznym spokojem, z takim zrozumieniem sprawy, powinno bezwzględnie napełnić nasze marynarskie serca wdzięcznością i dumą ... Dumą, bo ci ludzie nam zaufali. Zaufali w chwili, gdy dojrzał czas, abyśmy wzięli udział w pracy narodów bałtyckich, nad doprowadzeniem tego morza do używalności pokojowej. Dotychczas nie mieliśmy czym..."


"Teraz możemy i musimy wystąpić jak równi z równymi. Dano nam te siły. Nie możemy ich zmarnować i cała tradycja polskiej marynarki woła: Nie zmarnujemy! Ludziom morza zaś, którzy z takim zaufaniem oddali nam rzetelną broń morską do ręki, powiedzmy: Niech Wam się los za to uśmiecha do końca żywota ziemskiego. I niech po wsze czasy bandery nasze powiewają nam na morzach jako bratnie - słowiańskie."





Nagłówek artykułu z pierwszej strony dziennika "Robotnik" (nr 98 z 9 kwietnia 1946 roku).



Na mocy umowy między Polską a Związkiem Radzieckim, część radzieckich oficerów i marynarzy pozostała na Oksywiu. W ciągu trzech miesięcy mieli zaznajomić polskie załogi z okrętami oraz ich uzbrojeniem i sprzętem. Niektórzy z nich jednak zostali w Polsce na dłużej ...


Fakt przekazania Polsce 23 okrętów przez ZSRR został oczywiście skrzętnie odnotowany przez emigracyjną prasę i - jak się można było spodziewać - nie zabrakło kąśliwych uwag. Tygodnik "Polska Walcząca. Żołnierz Polski na Obczyźnie" 14 września 1946 r. komentował nieprzychylnie wywiad z Adamem Mohuczym, opublikowany w kraju 26 lipca 1946 r. w tygodniku "Żołnierz Polski". Autor, kryjący się pod pseudonimem Jim Poker, pisał m.in:


"Adm. Mohuczy, na pytanie, czy otrzymaliśmy coś z postałości niemieckich tytułem odszkodowań, odpowiada: "Kilka mniejszych jednostek, tak zwanych kutrów trałowych. Ale gros dzisiejszej floty stanowią 23 okręty ofiarowane przez Związek Radziecki: 12 ścigaczy, 9 traulerów i 2 kutry torpedowe." Tak oto przedstawia się zobowiązanie Rosji co do wydzielenia Polsce udziału w odszkodowaniach poniemieckch ... kilka kutrów trałowych! No i "okręty", których nikt na Zachodzie okrętami nie nazywa. Ex-sowieckie traulery maja po 250 ton i 12 węzlów szybkości. A wszystko razem to "small craft" - małe jednostki, albo statki pomocnicze."