Poniższy artykuł ukazał się drukiem w "Nowym Kurierze Warszawskim" (nr 308 z 30 grudnia 1943 roku). Jest w nim wiele słów,

mało treści, dziwaczne porównania i zaskakujące twierdzenie, że największym wrogiem okrętów podwodnych jest chyba mgła.

Udostępniam go w całości, zachowując oryginalną pisownię.





Groźny polip wód polarnych. Mgła - wróg łodzi podwodnych



Największym wrogiem łodzi podwodnej jest chyba mgła. Niweczy wszelkie możliwości pościgu za nieprzyjacielem, uniemożliwia atak, a jednocześnie grozi niebezpieczeństwami. Najgorszą sławę pod tym względem mają u łodzi podwodnych wody polarne. Jak wygląda żegluga po Oceanie Lodowatym podczas mgły, opisuje jeden z niemieckich korespondentów wojennych:


Jeszcze przed ośmioma czy dziesięcioma dniami - czytamy w sprawozdaniu - morze zachowywało sie jak tygrys, który przyjaznymi, może trochę i groźnymi uderzeniami łapy wabi pogromcę. Mruczało i biło wokół wieży naszej łodzi podwodnej, od czasu do czasu wyskakiwało w górę, aby zadać nam mokry cios. Przyjęliśmy zaproszenie morza, bawiliśmy się z nim. Gdy mocniej niż zazwyczaj uderzało o pokład i mokrymi łapami chciało dosięgnąć wieży, kurczyliśmy się i atak przechodził tylko po naszych nieprzemakalnych kapturach i płaszczach. Kiedyś się pojawiła w luku wieżowym goła głowa i niebieskie ramiona. Akurat wtedy morze machnęło falą przez pokład, wskoczyło na luk wieży. Jasnowłosa głowa i niebieski pulower chorążego były przemoczone. Wszyscy się śmiali, śmiał się i chorąży.


Tak było przed ośmioma czy dziesięcioma dniami, gdy Ocean Lodowaty wykazywał jeszcze trochę temperamentu. Potem przyszła mgła, mgła i jeszcze raz mgła, która jako pył wodny próbuje przez luk wedrzeć się do wnętrza łodzi. Morze zamieniło się jakby w zwierzę przeżuwające, mielące nieustannie swymi szerokimi szczękami, nudne, głupie, flegmatyczne. Mgła ciąży na morzu, jakby posiadała jakąś olbrzymią wagę. Mgła to bezkształtna, jak tuman dymu, bezkostny szary niszczyciel wszelkich form, nieopisanie wstrętny polip. Obraz takiej mgły wywołuje w fantazji pojęcie o początku lub końcu świata.


Od czasu do czasu tuman mgły przerywa się, ale tylko na parę godzin. Potem znowu wraca, jeszcze bardziej znienawidzona. Kiedyś wyrosły przed nami cienie. Warta wytropiła je na granicy widzialnego i niewidzialnego tam, gdzie oko laika nic by nie dostrzegło. Ale mgła udaremniła atak. Tocząc się nad wodą, pochłonęła sylwetki, ukryła nieprzyjaciela. Łódź nasza gniewnie uderzyła w mgłę, ale mgła drwiła z tego. Zwęziła morze do rozmiarów niewielkiego koła. Z potężnej wielkości oceanu została tylko miska o średnicy trzech, czterech długości łodzi podwodnej. Daremnie drugi oficer rzucał swój wzrok w tuman, daremnie rejestrował: widzialność 500 metrów, 800 metrów, 300 metrów, 150 metrów, wreszcie 100 metrów. Prze wiele dni trzyma mgła łódź podwodną w swoich kleszczach, niwecząc wszelkie możliwości wypadu na nieprzyjaciela. To szarpie nerwy.


W mgle unoszą się na morzu kry lodowe, pagórki i góry lodu, zielonkawe lub marmurowo-białe o dziwnych kształtach żaby, jaszczurki, niedźwiedzie polarne i tysiąc innych figur z bajek i legend. Kiedyś góra lodowa przepłynęła tuż obok łodzi, wysoka była jak wieża kościelna, długa na kilkaset metrów. Podczas mgły jednak, te piękne fantastyczne kształty gór lodowych, pojawiające się nagle, chcące rozerwać łódź stanowią wielkie niebezpieczeństwo. Tak jak górę lodową, mgła może przynieść niespodziewanie i nieprzyjaciela. Mgła jest zaciętym, nieustępliwym, lepkim przeciwnikiem, jest niemiłosiernym brudem tych wód polarnych. Ciężki to i denerwujący los, gdy musi się czekać, aż słońce lub deszcze przerwą zwały mgły lub je rozpędzą.