Jak marynarze radzieccy oddawali nam swoje okręty









ORP ORLIK, jeden z trałowedowych, przejęty



Ten kto w dniu 5 kwietnia [1946 roku uwaga moja, PM] był na Oksywiu w porcie Marynarki Wojennej, kto widział opuszczenie bohaterskiej bandery Marynarki Wojennej ZSRR i podniesienie bandery Rzeczypospolitej na przekazywanych nam jednostkach bojowych, a następnie wymarsz z okrętów marynarzy radzieckich, wykonujących rozkaz swojego rządu z całą bezwzględnością morskiego żołnierza i twardego pracownika morza - czy zastanowił się nad tym, że wykonali ten rozkaz ludzie morza, którzy byli zżycii ze swymi okrętami, którzy umiłowali je ponad wszystko?

25 czerwca 1935 PAT opublikowała komunikat o treści:"Przed odpłynięciem naszych kontrtorpedowców BURZA i WICHER z wizytą do Niemiec, dziś rano przyjechał samochodem do Gdyni attache wojskowy ambasady niemieckiej w Warszawie gen. Schindler i złożył wizytę na pokładzie kontrtorpedowca BURZ, witany przez komandora Frankowskiego w otoczeniu oficerów marynarki wojennej. Po prześciu przed frontem warty honorowej, gen. Schindler podejmowany był lampką wina. Po rozmowie z komandorem Frankowskim i życzeniach gen. Schindler w towarzystwie kom. Solskiego odjechał motorówką na ląd, zaś kontrtorpedowce BURZA i WICHER ruszyły w drogę."
Depeszę PAT-a uzupełnię fragmentem doniesienia z "Kuriera Nowogródzkiego" z 26 czerwca 1935:"Na przemówienie komandora Frankowskiego odpowiedział gen. Schindler, że jest szczęśliwy, iż może pożegnać marynarkę polską udającą się do jego ojczyzny i zapewnił, że okręty polskie podczas pobytu w jego ojczyźnie witane będą nie tylko przez marynarkę wojenną Niemiec, lecz przez cały naród Niemiecki. Generał Schindler zaznaczył, że osobisty kontakt przedstawicieli broni morskiej obydwu krajów niewątpliwie przyczyni się do wzajemnego poznania sąsiadujących narodów".
Polski zespół szedł do Kilonii pod proporczykiem kmdra dyplomowanego Stefana Frankowskiego, zastępcy szefa Marynarki Wojennej, któremu - warto przypomnieć w tym miejscu - podczas kampanii wrześniowej przyszło dowodzić wojskiem zgromadzonym na Półwyspie Helskim i okrętami minowymi w Zatoce Gdańskiej.
BURZA i WICHER dotarły do Kilonii o godzinie 9 rano 26 czerwca. U wejścia do portu oddały ze swoich dział 21 salw powitalnych, na które odpowiedziały niemieckie baterie artyleryjskie. Po wejściu do portu oba niszczyciele oddały salwę powitalną przed flaga komendanta portu i zacumowały w rejonie mostu Blüchera, w pobliżu niemieckiego lekkiego krążownika KÖNIGSBERG i szkolnego okrętu żaglowego GORCH FOCK. Wkrótce potem na pokład BURZY wszedł płk dyplomowany Antoni Szymański, attache wojskowy polskiej ambasady w Berlinie, a następnie zjawił się niemiecki oficer łącznikowy.
Jeszcze tego samego dnia odbyła się cała seria spotkań. Warszawska gazeta "Dzień dobry!" nazajutrz informowała: "W godzinach przedpołudniowych polski oficer łącznikowy złożył wizyty szefowi niemieckiej stacji marynarki na Bałtyku, nadprezydentowi prowincji Schlezwig-Holsztyńskiej, nadburmistrzowi Kilonii, oraz na pokładzie krążownika KÖNIGBERG zastępcy dowódcy niemieckich sił morskich. W czasie przyjęcia szefa stacji marynarki w gmachu komendantury, obecni byli szef sztabu, komendant Kilonii oraz komendant arsenału marynarki niemieckiej. Niezwłocznie potem nastąpiły rewizyty ze strony niemieckiej. W czasie postojów obu okrętów odbyło się na pokladzie BURZY przyjęcie dla przedstawicieli prasy niemieckiej. W sprawozdaniach swoich prasa niemiecka podkreśla silne wrażenie, jakie wywarł na nich pobyt na okrętach polskich i wśród załogi polskiej.




Niszczyciele BURZA i WICHER w porcie wojennym w Kilonii. W głębi widać fragment śródokręcia krążownika KÖNIGSBERG.